Aplikacje mobilne na telefon – czy to jest dobry biznes? -case study-
Aplikacje mobilne na telefon
Dlaczego akurat aplikacja na telefon?
Bardzo ważną – jeśli nie najważniejszą – zasadą biznesu jest to, że aby był on dochodowy, musi rozwiązywać czyjś problem. Taki właśnie problem miała rozwiązywać aplikacja BikeEnglish, której byłem pomysłodawcą i "wirtualnym ojcem". Moje trudności z przyswajaniem języka angielskiego były tym, co pchnęło mnie, żeby spróbować wymyślić sposób, żeby jeżdżąc rowerem mieć możliwość jednoczesnej nauki języka angielskiego.
Wymyśliłem aplikację, jakiej dotąd nie spotkałem, która w swoim założeniu mogłaby pomóc w osłuchaniu się z językiem angielskim i to do tego właśnie w trakcie jazdy rowerem, co dawało aż dwie pożyteczne czynności w jednym czasie. Pomyślałem, że to po prostu nie może się nie udać, jednak jak życie pokazało później, wcale nie było tak kolorowo, o czym więcej napiszę w dalszej części artykułu.
Trochę story-tellingu
O tym, jak istotny jest język angielski, nie muszę nikogo przekonywać. Mimo, że uczyłem się go dosyć długo w szkole, to nie mogłem osiągnąć odpowiedniego poziomu, żeby swobodnie się komunikować. Wszystko się zmieniło, kiedy trafiłem do międzynarodowej korporacji, gdzie calle (kole) po angielsku stanowiły standard. Do dzisiaj pamiętam rozmowę z jakąś konsultantką na helpdesku. Że nie wszystko rozumiałem, to stanowczo za mało powiedziane, gdyż ledwo udawało mi się dogadać z tą kobietą, choć mówiła bardzo dobrze. Musiałem wydukać chyba standardowy tekst wśród Polaków, którzy nie potrafią się dogadać, czyli: „Sorry, I have a phone issue, I will call you later”. Myślę, że ta pani nieraz słyszała coś takiego, bo nawet się zaśmiała. No ale problem nie rozwiązał się sam, więc musiałem się odważyć jeszcze raz zadzwonić na helpdesk. Tym razem, już z innym człowiekiem, poszło lepiej i nie musiałem symulować żadnego phone issue.
No dobra, ale w takim razie jak dostałem się do międzynarodowej korporacji? Dosyć łatwo, ponieważ przed rozmową kwalifikacyjną, sprawdziłem, jakie są najczęściej zadawane pytania w języku obcym na takich rozmowach, co pozwoliło mi przejść przez całą rekrutację bez większego trudu o dziwo. Praca w tej korporacji wymogła na mnie konieczność intensywniejszej nauki języka niż kiedykolwiek. Zapisałem się na indywidualne lekcje, ale na tym nie poprzestałem i mimo że po pracy nie miałem zbyt dużo czasu ani siły, starałem się uczyć dodatkowo.
Postanowiłem zabierać angielski ze sobą na rower. Słuchałem lekcji oraz różnych podcastów w tym języku, ale jak to bywa podczas nauki języka obcego, wielu słów nie rozumiałem. YouTube dawał możliwość automatycznego wyświetlania napisów, ale kłopotliwe było zatrzymywanie się podczas jazdy, otwieranie aplikacji Google Translate i przepisywanie tekstu, żeby go przetłumaczyć. Wpadłem więc na pomysł, że dobrze, gdyby istniała aplikacja, która odtwarzałaby video z YouTube’a, a po naciśnięciu odpowiedniego przycisku tłumaczyła ostatnie kilka sekund tekstu na wybrany język – proste dosłownie jak konstrukcja cepa, ale mimo to nie wpadła mi podobna aplikacja do tej pory w ręce.
Krótki tutorial, jak działa aplikacja - oczywiście po angielsku
Nie miałem pojęcia, czy stworzenie takiej aplikacji jest w ogóle wykonalne, ale pomyślałem, że skoro na rynku
są miliony aplikacji, od najprostszych do bardzo skomplikowanych, to dlaczego
miałoby się nie dać zrobić tak prostej apki.
Aplikacja miała z założenia pomagać mnie oraz innym osobom na całym
świecie, przy czym marzyłem też oczywiście o sukcesie finansowym tego przedsięwzięcia. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy (a może nie chciałem tego dopuścić do siebie), że tylko niewielki procent aplikacji przynosi twórcom
wysokie dochody i w zdecydowanej większości są to gry.
Oprócz całego tego pożytku, jaki aplikacja miała dać ludziom, istniał jednak jeszcze ważniejszy aspekt realizacji tego pomysłu, a mianowicie świadomość, że podejmuję działania, żeby "ruszyć z miejsca" i zacząć realizować swoje pomysły. Iskrą do zlecenia wykonania aplikacji był tekst Einsteina: „Niemądrym jest robić wciąż to samo i oczekiwać innego rezultatu”. Nie miałem wyjścia – musiałem zacząć działać.
Szukanie wykonawcy nie trwało długo. Zacząłem poszukiwania od miejsca, które przyszło mi jako pierwsze na myśl, czyli na OLX. Tam znalazłem kilka ogłoszeń firmy, która – jak się okazało – jest, jest całkiem świeża na rynku, a na dodatek ma siedzibę w Kielcach – mieście, które darzę sentymentem z racji studiowania tam. Pojawiły się jednak kolejne obawy, dopadające wielu początkujących przedsiębiorców i ludzi aspirujących do bycia przedsiębiorcą, a mianowicie: „Jeśli powiem komuś o swoim pomyśle, on mi go ukradnie i odniesie sukces, a ja będę biednym człowiekiem z wyrzutami sumienia, że w ogóle zacząłem”. Zrozumiałem ostatecznie, że jeśli ktoś mi podbierze ideę, przynajmniej pozostanie mi jakieś doświadczenie, a jeśli nie podejmę żadnych kroków, nie będę miał nawet tego. Wszystkie obawy okazały się bezpodstawne, bo aplikacja została pomyślnie przygotowana, i to w relatywnie niskiej cenie, udało się ją opublikować i nikt mi jej nie ukradł, a sama firma była nie tylko uczciwa, ale i bardzo pomocna w całym procesie tworzenia.
Ile kosztowało mnie wypuszczenie aplikacji
Jak już mogliście przeczytać wyżej, stworzenie aplikacji zleciłem firmie zewnętrznej, a to z racji tego, że po pierwsze nie potrafię programować, a po drugie, nawet gdybym chciał się tego nauczyć, to osiągnięcie zadowalającego poziomu zajęło by mi mnóstwo czasu - znacznie więcej niż zarobienie odpowiedniej kwoty pieniędzy pracując w swoim zawodzie.
No dobrze, ale do brzegu. Ile to wszystko kosztowało?
Poniżej macie tabelkę, gdzie przedstawiłem wszystkie koszty, jakie poniosłem w aby tę aplikacją zaprojektować i przygotować (link do tabelki w większym rozmiarze tutaj - link)
Jak widać koszty te są relatywnie niewielkie. Teraz pewnie pomyślicie, że jestem mocno oderwany od rzeczywistości skoro twierdzę, że kilka tysięcy złotych to niewielka kwota - większość ludzi w Polsce żyje za mniej niż połowę tego miesięcznie.
Dla mnie też jest to spora kwota, ale jeśli odniosę się do szacunkowej wyceny mojego znajomego, który powiedział, że aplikacja o takiej funkcjonalności będzie kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych, to jednak ta kwota jest kilka razy niższa.
Zyski! Zyski! Zyski! ... jakie zyski?
No dobrze powiecie, ale skoro zdecydowałem się zostać "inwestorem" w aplikacje mobile, to pewnie teraz nie wiem co zrobić z pieniędzmi, które ta aplikacja generuje. No niestety nie jest tak różowo.
Po pierwsze, żeby mieć pieniądze z aplikacji, ludzie muszą się dowiedzieć, że taka aplikacja istnieje. Da się to zrobić w bardzo prosty, ale niestety kosztowny sposób, mianowicie za pomocą reklamy Google.
Pomijając fakt, że reklamy Google muszą być odpowiednio zoptymalizowane, to wystarczy, że dysponujesz odpowiednimi środkami i wtedy jesteś w stanie dotrzeć ze swoim produktem do wielu ludzi.
W ciągu w sumie 4 tygodni na reklamy Google wydałem ponad 700zł przy czym pozyskałem ponad 400 użytkowników aplikacji, natomiast łączny zysk z wyświetlania reklam w aplikacji to około ... 1,80zł
Mimo że moje plany biznesowo-zarobkowe wobec aplikacji były śmielsze, to nawet tak słaby wynik nie popsuł mi humoru. Przecież podstawowym założeniem aplikacji miało być jednak dawanie ludziom wartości, natomiast zysk z reklam miał być przyjemnym dodatkiem do tej wartości.
Żeby jednak nie było tak wesoło pojawiły się pierwsze problemy.
Video promocyjne BikeEnglish
Problemy po opublikowaniu aplikacji
Radość z posiadania własnej i do tego działającej aplikacji nie trwała zbyt długo. Okazało się, że pełnoekranowe reklamy, które były w aplikacji wyświetlane podczas przejścia z jednego ekranu do drugiego nie odpowiadają zasadom regulaminu i aplikacja została zablokowana. Zdziwiło mnie to tym bardziej, że kilka tygodni nie było z tym problemów, ale jak się później okazało regulamin Google często jest aktualizowany i "co zrobisz, jak nic nie zrobisz".
Firma, która wykonała aplikację stanęła na wysokości zadania i zmieniła reklamy z pełnoekranowych na baner. Przy takich reklamach, zysk z ich wyświetlania był żaden. Może gdyby aplikacji używało każdego dnia setki tysięcy osób byłoby lepiej, ale przy tych kilkuset użytkownikach równie dobrze mogłoby nie być tych reklam.
Kolejnym problemem było to, kiedy po kolejnej zmianie regulaminu aplikacja straciła możliwość "sczytywania" automatycznie generowanych napisów w filmikach. Ograniczyło to znacznie funkcjonalność aplikacji, ponieważ można było używać tylko filmów z dodanymi dedykowanymi napisami.
To był moment przełomowy, dzięki któremu zacząłem się zastanawiać, czy jest sens dalszego "pompowania pieniędzy" w coś, co po kolejnej aktualizacji zasad Google może znowu przestać działać.
Ze względu na fakt, że praca programisty (wprowadzenie zmian w aplikacji), była bardzo droga, funkcjonalność aplikacji została mocno ograniczona oraz na to, że nie mogłem liczyć na zyski z niej, które choć w części pokryłyby moje koszty, ostatecznie postanowiłem przerwać mój pierwszy poważny projekt biznesowy.
Ta lekcja biznesu okazała się lekcją drogą, ale wierzę, że pozwoli mi ona uniknąć w przyszłości znacznie kosztowniejszych pomyłek.
Lekcje wyciągnięte z posiadania aplikacji mobilnej
Lekcje te są uniwersalne i można je odnieść także do innych rodzajów działalności
1. Nie wchodź w biznes, o którym nie masz pojęcia jak działa.
2. Jeśli jednak chcesz wejść w taki biznes, musisz poznać przynajmniej jego podstawy.
3. Jeśli sam nie potrafisz napisać aplikacji, to musisz zapłacić za to innym. Nie zapominaj, że oprócz stworzenie aplikacji, trzeba ją potem utrzymać - a to kosztuje.
4. Staraj się nie być zależny od monopolistów. Często się nie da tego uniknąć, a czasami wręcz przeciwnie.
Przykład: np. Twoje konto w mediach społecznościowych może zostać zablokowane, ale kiedy będziesz miał np. własnego bloga, to będziesz znacznie bardziej niezależny.
5. Jeśli nie masz umowy na obsługę aplikacji i supportu, to w przypadku problemów możesz sporo zapłacić za ewentualne poprawki w aplikacji, a terminy realizacji mogą być kosmicznie długie.





